Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

15 lat w świecie architektury: przepis na sukces Anny Koszeli

Anna Koszela od lat mierzy się z gustami najbardziej wymagających Polaków. W projektach sygnowanym jej nazwiskiem na pierwszy rzut oka widać zamiłowanie do detalu, doskonałe wyczucie przestrzeni, zaskakiwanie nieoczywistymi zestawieniami i ciągłe wymykanie się jakimkolwiek definicjom. Ceniona architekt wnętrz zgodziła się opowiedzieć nam o swoich pasjach, inspiracji, sztuce i wzornictwie, które szczególnie ceni, a także o tym, jak na przestrzeni 15 lat jej aktywności, zmieniało się podejście do projektowania.

Jakie są główne źródła Pani inspiracji. Czy jest coś, co szczególnie wpływa na Pani projekty?

A. K.: Lubię moment nadawania wnętrzu osobowości, tworzenia przestrzeni, która nie będzie wyglądała na zaprojektowaną. Szlachetne, pięknie starzejące się materiały, dobieram w pary z detalami definiującymi osobowość właścicieli i doprawiam szczyptą artystycznych doznań.Inspirują mnie podróże, dobra sztuka, bliskość natury i wyjątkowe wzory; dialog pozornie odmiennych faktur, kolorów i struktur. Wnętrze utrzymane w jednym stylu uważam za skończone, zbyt jednoznaczne. Projektuję sensualnie – nieustannie towarzyszy mi kolor, wygodne, miękkie meble, wyraziste wzornictwo. Często wykorzystuję wyposażenie vintage i wybieram przedmioty, które będą służyć latami.

Ważnym elementem Pani realizacji jest sztuka. Czy ma Pani wolną rękę podczas tworzenia projektu? Jaką rolę odgrywa w przestrzeniach?

A. K.: Tak, to zwykle ja intuicyjnie decyduję o doborze obrazów do kreowanej przestrzeni. Cieszy mnie to, że klienci darzą mnie dużym zaufaniem. Staram się też zainteresować ich fotografią i nie do końca rozumiem, dlaczego wciąż łatwiej przychodzi im kupno reprodukcji obrazu niż wartościowych, kolekcjonerskich fotografii. Uwielbiam zdjęcia reporterskie z uchwyconym ulotnym momentem z życia, gdzie fotograf potrafi w odpowiedniej sekundzie nacisnąć migawkę i ująć magię danej chwili. Zdecydowanie wolę tę formę niż pozowane, statyczne portrety.

Sztuka to dla mnie także elementy dekoracyjne – wazony, ceramika, czy rzeźba, które sprawdzają się u osób interesujących się wzornictwem, posiadających własne zbiory. W takim wypadku ważne staje się zestawienie poszczególnych elementów. Jeden drobny element nie nada wnętrzu charakteru. Szpecący detal lub niekontrolowany bałagan odbiorą wartość każdej przestrzeni.

Czytaj:   Kamienne biografie. Znane budowle świata i ich zadziwiające historie Przemysław Słowiński

Warto pamiętać także o sztuce użytkowej, która wprowadza romantyzm do wnętrza – przykładem mogą być tu lampy Catellani & Smith. Podobnie dywany – osobiście najbardziej lubię te jedwabne, orientalne, ale uwielbiam również energetyczne, geometryczne wzory. Tego rodzaju detale, piękne przedmioty, wznoszą naszą codzienność na wyższy poziom.

Trendy a ponadczasowość – jak znaleźć między nimi harmonię? Jak sprawić, aby wnętrze się nie zestarzało?

A. K.: Przede wszystkim należy postawić na jakość materiałów i dobre wzornictwo. Zdarza się, że klient, nawet gdy ma poczucie, że dany przedmiot pochodzi z innej epoki – gdy go dotknie i zobaczy jego proporcje, piękno – zachwyca się nim i przekonuje do zakupu.

Istotną rolę w tworzeniu ponadczasowych wnętrz odgrywa także kolor. Istnieją tak zwane kolory klasyczne – wybierając je nie należy się obawiać, że się zestarzeją. Granat, butelkowa zieleń, pudrowy róż – to odcienie, które występują we wzornictwie od kilkuset lat i myślę, że nigdy się nie znudzą.

Prowadzi Pani pracownię od 15 lat. Jak podejście do projektowania zmieniło się na przestrzeni tego czasu?

A.K.: Dyplom z architektury uzyskałam w 2003 roku. Pamiętam, że klienci zachowywali wtedy większy dystans – brakowało im pierwiastka ufności i zawierzenia architektom, a realizacje najczęściej dotyczyły jednego pomieszczenia – zwykle kuchni bądź łazienki. Dziś, dzięki podróżom i śledzeniu światowych trendów, to się zmienia. Mam szczęście, bo większość osób, które do mnie trafia, ceni sobie moje poczucie estetyki – klienci często pozwalają mi samodzielnie wybierać sztukę i detale do ich przestrzeni, chcą, bym “ożywiła” dane wnętrze, co uważam za dowód dużego zaufania. Mam wrażenie, że czują się bezpiecznie pod moją opieką.

Czytaj:   W jakie umiejętności zainwestować, żeby odnieść sukces

Im dłużej projektuję, tym bardziej przekonuję się do tradycyjnego rzemiosła, elementów robionych pod projekt konkretnego wnętrza. Najczęściej stosuję drewniane podłogi, układane w jodłę, z bordiurą, wykonywane na zamówienie kasetony, indywidualnie wybarwiane. Uwielbiam współpracować z dobrymi stolarzami – ale to musi być już rodzaj manufaktury, z dużą dbałością o detal, sztabem technologów drewna itp. Takie meble tworzone przez rzemieślnika, a wręcz artystę, biją na głowę te, które są produkowane masowo. Tego typu realizacje wymagają więcej czasu, ale efekty są warte oczekiwania.  Możemy sobie pozwolić na różne wykończenia, intarsje, zabawę kierunkiem i rodzajem usłojenia. To zasadnicza zmiana.

Za każdym projektem kryje się jakaś historia. Czy ma Pani projekt, który darzy największym sentymentem, najmilej wspomina?

A.K.: Każda realizacja jest dla mnie równie ważna. Kiedy inwestor zleca mi projekt, zaprasza mnie do swojego intymnego świata. Spotykamy się przy kawie, dyskutujemy, poznajemy i zaprzyjaźniamy. Wnętrze, które tworzę, musi przecież odzwierciedlać osobowość i upodobania klienta, a także wpisywać się w jego styl życia. Lubię, kiedy przychodzą do mnie osoby, które stawiają mi ciekawe wyzwania – na przykład znalezienie miejsca dla rodzinnych pamiątek, dzieł sztuki czy pamiątki z podróży. Są to tematy, które wymagają cierpliwości i uwagi.

Pracuję z bardzo wymagającymi klientami, osobami, które dokładnie wiedzą, czego chcą, zależy im na przestrzeniach luksusowych. A luksus to nie tylko najlepsze marki, ale także czas poświęcony na dopracowanie każdego, najdrobniejszego nawet detalu. Wspólne poszukiwanie inspiracji i rozwiązań uważam za bardzo przyjemne. Często są to godziny spotkań, wspólne wypady do showroomów czy atelier rzemieślników.  W dzisiejszych czasach żyjemy w ciągłym pośpiechu, czas jest jedną z cenniejszych rzeczy, które możemy komuś podarować – i moi klienci bardzo to doceniają. Bywa, że w ten sposób nawiązują się między nami długoletnie, ciepłe relacje.

Czytaj:   Natalia Przybysz: Trzeba żyć pełnią życia i opowiadać swoje historie

Czy Pamięta Pani swoją pierwszą publikację w mediach?

Anna Koszela: Tak. To był dom na Zawadach. Nadal współpracuję z klientką, dla której powstał tamten projekt. Sesja zdjęciowa autorstwa Rafała Lipskiego ukazała się w magazynie “Dom i Wnętrze”. To było jakieś 10 lat temu.

Jakie ma Pani marzenia, plany na przyszłość?

A. K.: Jesteśmy teraz w trakcie prac nad otwarciem nowej pracowniprzy ul. Puławskiej w Warszawie. Cieszę się, że będziemy bardziej dostępni. Lokal znajduje się w sąsiedztwie urokliwego parku Morskie Oko i jest świetnie wyeksponowany, jeśli chodzi o światło. Myślę, że to będzie to wspaniałe miejsce do pracy. Długo zastanawiałam się nad stylem aranżacji. Początkowo myślałam o klasyce, jednak finalnie zdecydowałam się na mój ulubiony eklektyzm. W tej przestrzeni bardzo ważną rolę odegra styl vintage – mam wiele przedmiotów, z którymi trudno będzie mi się rozstać, a to właśnie rzeczy, które szczególnie cenimy, mające dla nas wartość sentymentalną, są podstawą do tworzenia przestrzeni w tym stylu. Sztuką jest znalezienie dla nich odpowiedniego miejsca, wyeksponowanie w taki sposób, by współgrały z danym wnętrzem i podkreślały jego charakter.

Widoczne będą tu także nawiązania do stylistyki architektury obiektu. Zrezygnowałam z luksusowej podłogi i zostawiłam na ziemi surowe lastrico. Chciałam znowu poczuć styk stylów, wydobyć piękno tego, co już zastałam w budynku. Siłą tej przestrzeni będą unikatowe dodatki – między innymi sprowadzona z Francji kuchnia z początków XX wieku czy stalowy kominek z Anglii. Pojawią się rośliny, tkaniny, myślę także o wiatrakach, które stworzą unikatową nieco wakacyjną, kolonialną kompozycję. Chciałabym, by znalazła się tam ekspozycja – przedmioty, które szczególnie cenimy. Będzie to nie tylko pracownia, ale również swego rodzaju showroom – chcemy wykorzystać witrynę, dzięki której będziemy inspirować naszych gości oraz przechodniów.

Więcej na: http://annakoszela.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *